Globalne myślenie, lokalne jedzenie...

Obrazek użytkownika Bart
Myśl globalnie, jedz lokalnie!

Czy importowana z odległych części świata żywność jest zdrowa? Ile znamy rosnących wokół nas roślin, warzyw i owoców? Co chętniej kupujemy: jabłka, pasternak czy może granaty, awokado i bakłażany?

Globalna wioska

Żyjąc w dobie globalizacji nie sposób nie doceniać jej zalet tj. szybkość przepływu informacji, rozwój transportu osobowego i towarowego, rozwój handlu międzynarodowego (międzykontynentalnego) oraz wiele, wiele innych. Także dzięki niej możemy poznawać inne kultury, narody oraz wszelkie ich tradycje, a zwłaszcza kuchnię. Niezliczona ilość programów kulinarnych i przepisów w kolorowej prasie zachęca nas do eksperymentowania i próbowania egzotycznych smaków, tworząc popyt na importowane towary.

Popyt rodzi podaż, więc dziś markety a nawet małe sklepiki pełne są artykułów z całego świata. Półki uginają się od orientalnych artykułów, a w skrzynkach mienią się cała paletą barw tropikalne owoce i warzywa. Oczywiście różnorodność i możliwość większego wyboru to zdecydowanie zaleta, ale jak mówi klasyk - zawsze są tzw. "plusy dodatnie" i "plusy ujemne".

Spojrzenie z dystansu

Import żywności z odległych części świata, często z zupełnie innej strefy klimatycznej, sprawia, że mamy do czynienia z żywnością niezbyt dla nas naturalną. Otoczenie, klimat, a nawet pora roku, ma ogromny wpływ na charakter organizmu. Łatwo to zaobserwować na przykładzie naszych krajowych jabłek: odmiany letnie charakteryzują się dużą zawartością wody i gąbczastym miąższem, są miękkie i niezbyt trwałe, a odmiany zimowe wręcz przeciwnie - mają mniej wody, ale za to twardy i zwarty miąższ, dzięki czemu można je dłużej przechowywać. Na tym prostym przykładzie widać jaka inteligencja tkwi w Naturze - w gorące letnie dni dostarcza nam orzeźwiające, pełne wody owoce (uzupełnienie wypoconej wody), a zimą dostarcza owoce o większej zawartości cukru i wartości odżywczych (przygotowanie do zimy). To samo dotyczy warzyw - latem możemy raczyć się soczystymi ogórkami, cukiniami, kabaczkami, sałatami o delikatnych liściach, następnie dojrzewają dynie o zwartym miąższu oraz kapusty i jarmuż o grubych mięsistych liściach i większej trwałości.

Myśl globalnie, jedz lokalnie!

Żyjąc w danym miejscu funkcjonujemy w określonym układzie (otoczeniu), niezależnie czy tego chcemy czy nie, to jesteśmy jego częścią i mamy na siebie wzajemny wpływ. Natura podsuwa nam produkty pozwalające nam zachować wewnętrzną równowagę. Jednak ponieważ to co "nasze" i to co mamy pod ręką wydaje się pospolite, powszechne, to w celu zaspokojenia ciekawości lub zadowalania naszych zmysłów sięgamy po artykuły egzotyczne, najczęściej bez pełnej świadomości tego w jaki sposób wpływają one na nasz organizm.

Substytut egzotycznego smaku

Import towarów to długi łańcuch pośredników i bardzo ciężko na pierwszy rzut oka ujrzeć jak jest zorganizowany, a przecież każdy jego element ma wpływ na jakość i ostateczną cenę produktu. Dlatego sieci marketów (najbardziej wpływowe ogniwo łańcucha), w celu zapewnienia najniższej ceny detalicznej, stosują naciski i nieetyczną politykę współpracy w stosunku do dostawców, co przeważnie najbardziej odbija się na producencie znajdującym się na początku tego łańcucha. Znane są przypadki ciężkiej, wręcz niewolniczej, pracy na tropikalnych plantacjach, bo im bliżej źródła tym dochody są mniejsze, większy nakład pracy i gorsze jej warunki. Ludzie pracujący w takich warunkach (często nie mając innej możliwości), więc mogą być sfrustrowani, przytłoczeni i mogą emanować negatywną energią, co może w subtelny sposób wpływać na jakość produktów.

Należy także pamiętać, że mimo globalizacji, importowane produkty przebywają daleką drogę co nadal wymaga sporo czasu. Z tego powodu muszą być one zebrane zanim jeszcze zdążą dojrzeć aby nie zepsuły się podczas transportu. Niedojrzałe owoce często poddaje się, niezbyt dla nas korzystnym, konserwującym kąpielom a zanim znajdą się na sklepowych półkach czy straganach trafiają do dojrzewalni, gdzie poddane są procesowi sztucznego dojrzewania z zastosowaniem sztucznego światła oraz środków biologicznych i chemicznych. Taki proces sprawia, że kupując upragniony "smak raju" otrzymujemy zaledwie jego namiastkę, gdyż te owoce znacząco różnią się od uprawianych w sposób naturalny - kto jadł banana w tropikach, wie o czym mowa, i nie chodzi o różnice w odmianach, ale o proces naturalnego dojrzewania "na gałęzi", w pełnym słońcu.

Cudze chwalicie...

W miarę napływu zagranicznych produktów i nasycania nimi rynku pojawił się coraz bardziej intensywny marketing mający na celu zwiększenie sprzedaży. Dziś marketing to nie tylko reklamy, ale cała gama różnych "narzędzi" jak np. telewizyjne programy kulinarne i "śniadaniowe", kolorowa prasa, promocje w marketach, blogi kulinarne i wiele, wiele innych. Różnej maści specjaliści ciężko pracują aby sprzedać nam produkt i niezależnie od tego czy jest to prawdą czy nie, mówią nam co jeść aby być zdrowym. W grudniu, w audycji radiowej, pani "ekspert" (bodajże dietetyk) gorąco namawiała do jedzenia granatów, uzasadniając to ich bogactwem w witaminy (np. C, która jest tak przydatna w zwalczaniu przeziębienia), a akurat w tym czasie (gdy w Polsce temperatura plasuje się poniżej zera) w Hiszpanii jest na nie sezon, więc właśnie wtedy są one najświeższe i najsmaczniejsze. Kolejny przykład - stało się już niepisaną tradycją, że gdy konsumenci w szale przedświątecznych zakupów (przed Bożym Narodzeniem - tak dla ścisłosci), w sklepach aż roi się od cytrusów - no bo jak sezon to sezon!

Myśl globalnie, jedz lokalnie!

Teraz zastanówmy się co dzieje się w naszym organizmie gdy w środku zimy objadamy się owocami pełnymi wody, o właściwościach wychładzających. Zadajmy sobie pytanie: czy nie to właśnie sprzyja obniżeniu odporności naszego organizmu i przeziębieniom? Czy zauważasz czasami uczucie chłodu po zjedzeniu kilku pomarańczy lub mandarynek zimą? Przypomnij sobie czy nie robisz sobie za chwilę gorącego napoju lub nie nasuwa Ci się myśl o gorącej kąpieli? Dlaczego nie pomaga nawet "monstrualna" zawartość witaminy C, tak pieczołowicie zachwalana przez reklamy i "ekspertów". Czy nie jest tak, że gdy mimo spożycia ogromnej tak prozdrowotnych substancji zachorujemy, to ci sami "eksperci" lub ich koledzy nie polecą nam całej gamy leków i farmaceutyków na każdą okazję? Oczywiście korzystając z tego samego mechanizmu sprzedaży - marketingu. Wiele pytań, skomplikowany problem, ale odpowiedź wydaje się prosta i jasna:

Jedz produkty lokalne i sezonowe

To jedna z najczęściej powtarzanych zasad zdrowego żywienia i naprawdę trudno o mądrzejszą radę w kuchni. Żywiąc siebie i swoich bliskich w taki sposób dbamy o zdrowie i naturalny balans - równoważymy wpływ warunków otoczenia na nasze organizmy. Droga jaka dzieli nas od producenta też nie pozostaje bez znaczenia - im krótsza, tym większa szansa na świeżość czy jakość towaru i ma to znaczenie nie tylko zdrowotne, ale także gospodarcze gdyż w ten sposób wspieramy lokalną społeczność - przecież ktoś się z tego utrzymuje, daje pracę innym, odprowadza podatki do tej samej lub sąsiedniej gminy, a gdy się rozwija sam korzysta z innych lokalnych towarów i usług. W ten sposób drastycznie skracamy łańcuch dostaw, a może nawet znamy producenta osobiście i wiemy jakie ma nastawienie, czy jest to jego pasja czy tylko sposób na szybkie wzbogacenie się, a tym samym mamy większy wpływ na proces produkcji czy jakość towaru. Oczywiści im większa grupa lokalnych odbiorców tym większy wpływ, więc warto uzmysłowić to swoim sąsiadom. Najlepszym przykładem tego był kryzys w Grecji, który spowodował, że klienci poszukując tańszych towarów nawiązali kontakty bezpośrednio z rolnikami i chyba nie trzeba dodawać, że zarówno odbiorcy jak i producenci wyszli na tym korzystnie.

No dobrze, ale czy to znaczy, że jesteśmy skazani tylko i wyłącznie na lokalne produkty? Mamy całkowicie zrezygnować z ogromnych możliwości poznawania różnorodności smaków świata?

"Wszystko jest dla ludzi..."

To stwierdzenie pada zazwyczaj w kontekście używek lub rzeczy, które mają jakiś negatywny wpływ. Dlatego powinno być warunkowe - należy dodać, że "...w określonym czasie, miejscu, stanie...". Jak zawsze w takich trudnych przypadkach decyzję należy podejmować ze świadomością wszystkich możliwych konsekwencji. Może zanim zrobimy z egzotycznych frykasów podstawę naszej diety wybierzmy się na wycieczkę i spróbujmy ich prawdziwych smaków w naturalnym otoczeniu. Może skoro już nie możemy się im oprzeć to zastosować je z umiarem jako dodatek do potraw, raczej o ciepłych porach i od święta, jak przysłowiowa wisienka na torcie, a w codziennej diecie skorzystamy z lokalnych (lub z naszej szerokości geograficznej i podobnego klimatu), sezonowych produktów. Gdy zrobimy rozpoznanie w ofercie krajowych produktów tj. owoców, warzyw lub dziko rosnących ziół, to możemy się zdziwić jak bardzo jest szeroka. Mam nieodparte wrażenie, że wciąż mało o nich wiemy i nie doceniamy ich potencjału, a przecież właśnie dzięki temu możemy jeść zdrowo i w naturalny sposób dbać o równowagę i odporność organizmu.

Zdaję sobie sprawę, że wiele w tym artykule sceptycznego podejścia, ale niech to będzie przeciwwagą dla hurraoptymistycznych głosów marketingowego zachwytu kulinarną egzotyką. Sam przechodziłem przez wiele trendów kulinarnych - do orientalnych potraw wciąż mam sentyment i od czasu do czasu pozwalam sobie na "odrobinę luksusu" lub gotuję lżejszą wersję potrawy dostosowaną do naszego klimatu. Świat jest niesamowicie kolorowy i nawet szarość może mieć wiele odcieni, dlatego nie należy traktować niczego w sposób czarno-biały. Oczywiście należy cieszyć się wolnością wyboru i różnorodnością towarów, ale powinno się słuchać wewnętrznego głosu - sumienia, rozsądku, intuicji, osądu - różnie to można nazywać. Często postępujemy tak jak "każdy", płynąc z prądem, a to co nam podstawią przeróżne "autorytety" pod nos akceptujemy jako prawdę objawioną. Zachęcam do obserwacji, do znajdowania zależności pomiędzy nawet najbardziej odległymi zagadnieniami, bo w ten sposób można wytłumaczyć wiele zagadek i dotrzeć do sedna wszystkich problemów. A znajomość problemu to już połowa drogi do jego rozwiązania.

Podsumowanie

Procesy myślowe mają nieograniczony zasięg, więc globalne myślenie jest jak najbardziej uzasadnione i wskazane, natomiast z działaniem, aktywnością fizyczną, bywa znacznie trudniej. Chyba najlepszym rozwiązaniem jest działać adekwatnie do swoich możliwości. Parafrazując powiedzenie "chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie", można by rzec "nie posprzątam całego świata, ale mogę mieć porządek na własnym podwórku" dlatego też kończąc ten dość chaotyczny wywód, życzę sobie i Wam globalnego punktu widzenia oraz lokalnego działania na miarę własnych możliwości.

// Fot. Fotolia